Distressy Oxide podbijają serca scraperów (i nie tylko)  na całym świecie i nic dziwnego, bo to naprawdę fantastyczny produkt, dający wiele nowych możliwości. Ja zakochałam się w tych tuszach już od pierwszego użycia, ale zanim pokażę Wam konkretne realizacje, warto powiedzieć kilka słów o właściwościach tych tuszy, dlatego dziś zapraszam na małe wprowadzenie :)




qawertyu

Weekend z Veronique Enginger #2


Kolejny tydzień za nami, a to oznacza, że czas na pokazanie postępów :) Róża rośnie naprawdę powoli, ale jakoś szczególnie mi ni to przeszkadza. Ten długo wyczekiwany i jeszcze dłużej odkładany projekt sprawia mi ogromną przyjemność, dlatego delektuję się każdym krzyżykiem. Oczywiście mogłabym trochę przyspieszyć, ale naprawdę w tym momencie nie chcę się spieszyć, ani niczego sobie narzucać, to ma być 100% przyjemności.

 
Od ostatniej prezentacji haftu skończyłam pierwszy listek i zaczęłam kolejny. Oczywiście bardziej logiczne byłoby zrobienie listka po lewej stronie, wtedy mogłabym już trochę przesunąć tamborek, ale byłam tak strasznie ciekawa innych kolorów, że poszłam w drugą stronę. Muszę jednak dzisiaj zabrać się za ten brakujący liść, żeby później już do niego nie wracać.


Podobają mi się nowe odcienie zieleni, bardzo ożywiają ten fragment, choć obecnie jest ich śladowa ilość ;) Jednak na początku nie byłam tak optymistycznie nastawiona, mało tego byłam przerażona, bo wydawało mi się, że to nie te kolory. Wszystko przez nocne wyszywanie (dobrze po północy) i sztuczne światło. Na szczęście rano okazało się, że wszystko jest w porządku :)

Ostatnio w weekendy mam mało czasu na krzyżyki, słońce pięknie świeci, a w domu i ogrodzie zawsze znajdzie się coś do zrobienia, doktorat zresztą też pochłania mnóstwo czasu. Chyba złamię weekendowe postanowienie i popracują trochę nad różą w ciągu tygodnia ;)

Ania :)

Weekend z Veronique Enginger #1


Nie ma chyba hafciarki, która nie znałaby projektów Veronique Enginger i nie marzyłaby o wyhaftowaniu choć jednego wzoru jej autorstwa. Ja również od lat wzdycham do zielników, ale do tej pory jeszcze żadnego nie popełniłam. Po prostu jakoś nie wyszło. Zapisałam się nawet do grupy na Facebooku, gdzie tematem przewodnim były zielniki, myślałam, że może taka grupowa mobilizacja sprawi, że wreszcie na tamborku zakwitnie żółta róża, jednak nic z tego. 

Bardzo długo nie mogłam zacząć tego haftu, mimo, że już od dawna miałam przygotowane wszystkie materiały. Podziwiałam wzór, ale zabrać się za niego nie mogłam. W efekcie torba z materiałem i muliną powędrowała na samo dno szuflady i tkwiła tam smętnie aż do zeszłego tygodnia. Wreszcie, w zeszły piątek, wygrzebałam zapomnianą torbę i zabrałam się za przygotowanie wszystkiego do pracy. Tak po prostu ;) Może to dlatego, że potrzebuję zmiany i odrobiny odpoczynku od Santa and Mouse #1, gdzie aktualnie utknęłam, a przecież wszystkie Hafciarki dobrze wiedzą, że w takich sytuacjach nic tak dobrze nie robi jak nowy projekt ;) 

Pomyślałam więc, że żółta róża będzie moim weekendowym haftem, nad którym będę pracować w soboty i niedziele, jako przerywnik między innymi projektami, a także w każdy weekend będę zdawać relację z tego, co zadziało się na tamborku w minionym tygodniu. Po cichu liczę też, że taki system pozwoli mi na wyhaftowanie także innych zielników, ale zobaczymy co z tego wyjdzie. Na razie zabieram się za moją wymarzoną różyczkę, która jest dla mnie wyjątkowym wzorem, ale o jego historii napiszę innym razem, bo ten post jest już wystarczająco długi. 

Przejdźmy do konkretów, czyli do zeszłotygodniowych krzyżyków. Nie ma ich zbyt wiele, bo na haft udało mi się wygospodarować tylko jedno popołudnie, ale i tak się cieszę, że zaczęłam pracę. Dużym wyzwaniem jest dla mnie kopia wzoru, bo niestety nie jest najlepszej jakości, więc na początku miałam problem, ale powoli  coraz lepiej sobie radzę. Na tamborku nieśmiało wyłania się pierwszy listek.


Przyznam szczerze, że od pierwszego krzyżyka pokochałam jeszcze bardziej ten wzór :) Na tym listku są tylko dwa kolory muliny, a już robi wrażenie.  Cienie przechodzą tutaj naprawdę pięknie i już nie mogę się doczekać, kiedy zabiorę się za różę :) Pełna hafciarskiego optymizmu uciekam na taras, gdzie słoneczko pięknie świeci i czeka na mnie moja Reine Lucia. Miłej niedzieli kochani! 


Ania :)

Mandala po raz kolejny


Wspominałam Wam już, że stempel z mandalą zagościł w mojej pracowni na dobre i oczywiście na jednej kartce się nie skończyło. Pokazywałam już czerwoną kartkę z mandalą, ale pracy w odcieniach fioletu i różu jeszcze nie. Ten projekt chodził za mną od samego początku, wiedziałam co chcę zrobić, jaki efekt osiągnąć i do kogo wysłać :) 

W tej mandalowej kartce wykorzystałam moje ulubione techniki, czyli embossing i metodę wodną, ale od początku, stempel odbiłam czarnym tuszem pigmentowym i wyembossowałam  przezroczystym tuszem, by dopiero potem dodać kolor. Takie odwrócenie kolejności sprawia, że w zrobionym wzorze trochę inaczej zbiera się farba, dzięki temu, przy odpowiednim rozprowadzeniu farby, można osiągnąć efekt witrażu, ja jednak postawiłam na nieregularne plamy.


Po raz pierwszy użyłam tutaj Brush Peny firmy Ecoline i przyznam szczerze, że jestem z nich bardzo zadowolona. Pigmentacja jest naprawdę cudna! Praca z nimi to naprawdę czysta przyjemność, dlatego już trochę uzupełniłam moją kolekcję o nowe kolory. Ale wróćmy do kartki ;) Miałam problem z napisem, bo na pracy było już trochę tekstur i kolorów, więc wybrałam białą kalkę, na której również wyembossowałam czarny napis. Na koniec dodałam jeszcze trochę błysku w postaci cekinów.


Jak widzicie mandalowe szaleństwo wcale mnie nie opuszcza i naprawdę ma się w najlepsze, zwłaszcza, że jeszcze kilka osób chciałoby otrzymać kartkę z tym motywem, więc na pewno ten stempel zobaczycie jeszcze nie raz :)

- - - - - - - - - - - - - - - - - - -

Dziękuję ślicznie za wszystkie ciepłe słowa pod ostatnim wpisem! Nawet nie wiecie jak bardzo zmotywowałyście mnie do pracy nad tym kolosem wszech czasów :) Gdybym miała wszystkie materiały, to już bym się za niego zabrała ;) Jeszcze raz dziękuję :*

Jestem szczęściarą!


Na szczęście składa się wiele czynników, rodzina, zdrowie, sukcesy zawodowe, pasja, przyjaciele i wiele innych. Właśnie do przyjaciół, zarówno tych prawdziwie namacalnych, jak i wirtualnych mam naprawdę szczęście. Udaje mi się poznawać ludzi, którzy naprawdę są i nigdy nie słuchają tylko jednym uchem, by zaraz puścić wszystko w niepamięć. Z Olą nie widziałam się od jakiegoś czasu, dopiero wczoraj udało nam się umówić na popołudniową kawkę. Ku memu ogromnemu zdziwieniu Ola miała dla mnie spóźniony prezent urodzinowy i to jeszcze jaki! Okazało się, że kupiła dla mnie wzór A Stitching Shelf Max Color!!!


Naprawdę do tej pory jestem jeszcze w szoku :) Ten prezent jest tak niesamowicie trafiony, że aż normalnie łezka się w oku kręci :) Wzory Aimee Stewart są naprawdę niesamowite, ale ten jest wprost genialny. Jednak, żeby wzór wyglądał naprawdę fantastycznie potrzeba dużo kolorów, a tu jest ich 238!!! A cały wzór rozpisany jest na 60 kartek!!! Nieźle, prawda? 

Przyznam szczerze, że te liczby trochę mnie przerażają i jeśli mam zdążyć przed emeryturą, to zdecydowanie powinnam już zacząć ;) Ten obraz wywrócił do góry nogami wszystkie moje hafciarskie plany, bo jeśli chcę go zacząć haftować na poważnie, to powinnam skończyć wszystkie lub większość pozaczynanych projektów, a to też zajmie trochę czasu. Muszę też nabyć wygodne krosno i wreszcie opanować sztukę parkowania, bo bez tego nie dam rady wyhaftować nawet kawalątka tego giganta wszech czasów.

Tak więc plan jest i mam nadzieję, że powoli zacznę go realizować. Ten obraz będzie dla mnie naprawdę gigantycznym wyzwaniem, ale już się cieszę na samą myśl o nim. Hmmm... ciekawe jak długo będę nad nim pracować... jedno jest pewne, tematów na bloga nigdy mi nie zabraknie ;) 

Ania

Jak założyć kanał na YouTube?


Myśleliście czasami o własnym kanale na YouTube, ale nie bardzo wiedzieliście jak się za to zabrać? Mam dla Was dobrą wiadomość, od dziś będę publikować na moim nowym kanale krótkie poradniki dotyczące m.in. YouTube. W pierwszym odcinku pokazuję jak założyć kanał na YouTube, a w kolejnym zajmiemy się jego optymalizacją. Ale to jeszcze nie wszystko, w kolejnych odsłonach pojawią się porady dotyczące Bloggera oraz Wordpressa, w tym długo wyczekiwane porównanie tych środowisk, dlatego już teraz zapraszam Was do subskrybcji Blogowych Rewolucji i naciśnięcia dzwonka, dzięki temu zawsze będziecie wiedzieć kiedy został opublikowany nowy film. 


Project Life: Kwiecień #1


Ostatnio moja wena twórcza jakoś mnie opuściła, chyba wybrała się na wagary razem z wiosną ;) A może to ten remont tak mnie rozstraja, że nic mi ostatnio nie wychodzi, a jak się już za coś zabieram to nie mogę skończyć. Tak też było z tą kwietniową stroną, pomysł na początku było dobry, tylko w trakcie coś nie wyszło. Czegoś mi jeszcze brakuje w tym projekcie, ale sama nie wiem czego. Może coś podpowiecie?

Ile kosztuje przeniesienie bloga?




Przeniesienie bloga to zawsze poważna decyzja i duże wyzwanie. Można całą operację powierzyć wyspecjalizowanej w takich zadaniach firmie, wolnemu strzelcowi, albo zabrać się za to samemu. Ta ostatnia opcja jest oczywiście najtańsza, ale taż bardzo pracochłonna i zdecydowanie zajmuje najwięcej czasu, bo wszystkiego musimy się sami nauczyć. Z drugiej strony samodzielne rozgryzienie Wordpressa daje ogromną satysfakcję i umiejętności, dzięki którym możemy swobodnie poruszać się w nowym systemie, bez konieczności zlecania nawet najdrobniejszych rzeczy specjaliście. 

Jednak niezależnie od tego, jaką opcję wybierzesz z przeniesieniem bloga na osobny serwer wiążą się koszty. Żeby twój blog mógł zaistnieć w sieci musisz mieć dwie rzeczy - hosting oraz domenę. O ile na samym hostingu możesz zaoszczędzić, wybierając darmowy, to na domenie już nie. Dobra wiadomość jest taka, że polskie domeny (.pl) nie są aż tak drogie, chyba, że pokusisz się o wybór czegoś bardziej wyszukanego, czyli domeny globalnej (.com, .net, .eu, .cc, etc.). Domena .pl kosztuje około 9  - 13 zł za pół roku i 60 - 70 zł za przedłużenie na kolejny rok. Jednak ceny domen różnią się u różnych usługodawców, więc trzeba wszystko dokładnie sprawdzić, zwłaszcza cenę, jaką trzeba będzie zapłacić za odnowienie domeny, bo właśnie tutaj występują największe różnice. 

Przy opcji darmowy hosting +  polska domena roczny koszt prowadzenia bloga, to około 70 zł. Zdecydowanie nie jest to zaporowa kwota, jednak darmowe hostingi wiążą się z pewnymi ograniczeniami i jeżeli publikujecie bardzo dużo zdjęć, albo nie zmniejszacie ich rozmiaru, to za jakiś czas może Wam się zrobić ciasno, ale wtedy można rozszerzyć hosting. Jeden z darmowych usługodawców za ulepszenie konta do wersji pro (jest jeszcze vip) liczy sobie 5 zł (za jeden miesiąc), 14 zł (za trzy miesiące) i 50 zł (za 12 miesięcy). Po wykupieniu dodatkowego pakietu znikają także reklamy, które w przypadku wszystkich darmowych hostingów są stałym elementem.

Jeśli jednak jesteśmy zdecydowani na ulepszoną wersję hostingu, wtedy najlepiej od razu kupić pakiet domena + hosting. Tutaj rozstrzał cenowy jest ogromy i najczęściej płaci się za cały rok (czasami są też półroczne okresy promocyjne), a nie za miesiąc, czy trzy. W przypadku firmy, z którą jestem związana od siedmiu lat, pakiet home wynosi 20 zł (+ vat) za pierwsze pół roku, 100 zł (+ vat) za przedłużenie po 6 miesiącach i 280 (+ vat) za kolejny rok. Ciekawą propozycją, która pojawiła się jakiś czas temu jest blogowo wyspecjalizowana firma, która oferuje 4 pakiety (domena .pl gratis w każdym), najmniejszy to koszt 99 zł za rok, kolejne to 199 zł/ rok, 299 zł/ rok i 499 zł/ rok. Manufaktura Smaków "siedzi" właśnie na serwerze tej firmy i jestem zadowolona, bo do tej pory nie spotkałam się technicznymi problemami. Warto też wspomnieć, iż ta blogowa firma od razu instaluje nam Wordpressa, więc kilka minut po wykupieniu pakietu dostajemy maila z loginami, to też ważne, bo czasami instalacja może spłatać nam figla. Plusem takich płatnych pakietów jest też pomoc techniczna, za którą też płacimy w pakiecie, więc nie musimy się prosić o pomoc, czy wykonanie jakiegoś zadania leżącego po stronie usługodawcy. 

Dobrze, kwestie hostingu i domeny mamy już załatwioną, ale to jeszcze nie koniec. Sam Wordpress daje nam naprawdę ogromne możliwości od strony technicznej, ale każdy z nas chce, żeby blog wyglądał także pięknie, a do tego jest nam potrzebny szablon. Oczywiście w sieci znajdziemy bardzo dużo darmowych propozycji, ale jeśli mamy apetyt na coś więcej, to musimy pokusić się o zakup profesjonalnego szablonu. Tutaj trzeba napisać to wprost, darmowy szablon nigdy nie będzie wyglądać tak dobrze, jak płatny. Dla Manufaktury Smaków kupiłam profesjonalny szablon i z ręką na sercu przyznaję, że do była moja najlepsza decyzja w tym roku. Oprócz samego szablonu w paczce są też dodatki ułatwiające obsługę, np. edytor wizualny, oraz inne fajne widgety i funkcje rozszerzające naszego Wordpressa. Z takim szablonem łatwiej też jest wszystkiego się nauczyć, bo to, co trzeba jest już zainstalowane, trzeba tylko wszystko ogarnąć, a nie szukać. A teraz przejdźmy do cen, nie polecam kupowania szablonów w polskich sklepach, sprawdzałam, porównywałam i cena za naprawdę średni szablon jest wysoka, za średniaka płacimy tyle, ile za rozwinięty szablon w zagranicznym sklepie. Na stronie themeforest.net za naprawdę rozwinięty szablon (magazyn) zapłacimy około 50$, za bardziej blogowe rozwiązania 30$ - 40$. 

Oczywiście szablon jest tą rzeczą na której możemy zaoszczędzić, wybierając na początku darmową wersję, ale nie wszyscy są obeznani w temacie na tyle, by samemu przenieść bloga, łącznie z treścią i komentarzami. Całościowe wdrożenie bloga, wraz z profesjonalnym szablonem (themeforest.net), to koszt około 1300 zł. I to jest właśnie najbardziej kosmiczny aspekt całego przedsięwzięcia. Sprawdzałam też jak się ma sytuacja na jednej z giełd ofert i naprawdę ta cena się utrzymuje. Szczerze przyznaję, że jest to cena zaporowa i odstraszająca, owszem mamy wszystko pięknie zrobione, ale dla większości blogerów jest to nieosiągalny cel. Czy można taniej? Owszem, wystarczy poszukać kogoś, kto nie jest firmą, tylko wolnym strzelcem lub zabrać się za przeprowadzkę samemu. Wbrew pozorom to nie jest takie trudne, a biorąc pod uwagę wszystkie tutoriale i poradniki naprawdę wykonywalne. Trzeba tylko podejść do tematu na spokojnie, ja też przez pierwsze dwa tygodnie strasznie się stresowałam i były momenty, że naprawdę myślałam, że nie dam rady, a jednak wszystko się udało. Ile zaoszczędziłam? Dużo, cała przeprowadzka (hosting na rok + domena + profesjonalny szablon) wyniosła mnie równo 500 zł. Myślę, że to rozsądna cena. 

Uff... dobrnęliśmy do końca ;) Jak widzicie blogowa przeprowadzka wcale nie musi być kosztowna, jeśli na początku zdecydujemy się na darmowy hosting i  szablon, a także sami ogarniemy temat, to nasz wkład finansowy naprawdę będzie niewielki i na początek przygody z Wordpressem w sam raz. Jeśli jednak marzy Wam się piękny, rozwinięty blog z profesjonalnym szablonem, to trzeba się już liczyć z większymi kosztami. Mam nadzieję, że ten tekst rozwiał część Waszych wątpliwości, a jeśli macie jakieś pytanie, to piszcie w komentarzach :) 

Ania 

Wreszcie je mam!!!!


Kartka z mandalą




I na koniec jeszcze trochę zdjęć :)